Zeszły rok był dla branży lotniczej rekordowy. Według IATA (International Air Transport Association) popyt liczony jako przychód na pasażerokilometr (revenue passenger kilometers- RPKs) wzrósł o 7,6 procent rok do roku. To o wiele więcej niż średnia z ostatniej dekady, która wynosi 5,5 procent. W zeszłym toku liczba dostępnych miejsc w samolotach była wyższa o 6,3 procent, a wskaźnik wykorzystania skoczył o 0,9 pkt. proc. do 81,4 proc. Alexandre de Juniac, dyrektor generalny i prezes IATA podkreśla, że 2017 rok nie tylko zaczął się dla branży świetnie, także kolejne miesiące należy zaliczyć do udanych. Perspektywa na ten rok również jest pozytywna, jednak rosnące koszty, choćby paliwa lotniczego, mogą spowodować, że popyt stymulowany niskimi cenami, nie będzie już tak wysoki jak w pierwszym półroczu 2017 roku.
Carsten Spohr, prezes Grupy Lufthansa, twierdzi z kolei, że linie lotnicze muszą borykać się z wieloma problemami, a za przykład podaje trudności ze znalezieniem personelu pokładowego, czy części zamiennych do samolotów. Także infrastruktura lotnicza na ziemi przestaje wystarczać. Zdaniem Spohra, cytowanego przez portal Biz Travel, w przyszłości podaż nie będzie rosła szybciej niż popyt. W praktyce oznacza to, że ceny przestaną spadać tak, jak miało to miejsce jeszcze kilka lat temu, dlatego pasażerowie nie mogą liczyć na coraz tańsze bilety.
W zeszłym roku z usług linii lotniczych skorzystały ponad 4 miliardy pasażerów. Zdaniem szefa IATA branża może się dalej rozwijać, ale żeby tak się stało, potrzebne jest wsparcie polityków. W końcu lotnictwo to część gospodarki, a jego rozwój to nie tylko zarobek dla przewoźników, ale również wyższe wpływy do państwowej kasy i jeszcze więcej miejsc pracy.
