Kiedy przyzwyczailiśmy się, że za odpowiednią opłatą możemy surfować po sieci z wysokości 10 km nad ziemią, eksperci doszli do wniosku, że WiFi na pokładzie jest jednak niebezpieczne. Ale wcale nie chodzi o zakłócanie pracy samolotu przez nadajniki telefonów, tabletów czy laptopów, ale o hakerów, którzy tą drogą mogą włamać się do systemów pokładowych samolotów.
O tym, że zagrożenie wcale nie jest nierealne, świadczą testy prowadzone przez amerykański Departament Bezpieczeństwa Narodowego (Department of Homeland Security – DHS). Okazuje się, że już na początku tego roku Pacific Northwest National Laboratory, jednostka badawcza Departamentu Energii Stanów Zjednoczonych przeprowadziła eksperyment, który polegał na próbie przejęcia kontroli nad samolotem przez WiFi. Naukowcom udało się włamać do co najmniej jednego systemu pokładowego samolotu. I choć nie odnieśli stuprocentowego sukcesu, to częściowo zrealizowali swój cel. Natomiast zespół badawczy z Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego w 2016 roku włamał się do systemów przez radio przy pomocy „typowych urządzeń, które można wnieść legalnie na pokład samolotu”. O fakcie tym informował portal branżowy Avionics. Wówczas chodziło o Boeinga 757, który znajdował się na ziemi na lotnisku w Atlantic City. Ten typ samolotów nie jest produkowany od 2004 roku. Wobec informacji, które pojawiły się przed kilkoma dniami w różnych amerykańskich mediach, Boeing przesłał oświadczenie do telewizji CBS, w którym podkreśla, że od lat współpracuje z DHS i Federalną Agencją Lotniczą, innymi agencjami rządowymi, dostawcami oraz z klientami, aby zapewnić bezpieczeństwo swoich maszyn w kontekście cyberataków. Producent zapewnia też, że jego samoloty są odpowiednio zabezpieczone przed takimi zdarzeniami. Niestety, eksperci DHS ostrzegają, że to tylko kwestia czasu, kiedy hakerzy dostaną się do systemów samolotów komercyjnych.
